Dni wolne z rozsądku

Co decyduje o tym, że rozpoczynamy treningi kulturystyczne? W zdecydowanej większości wypadków chęć zwiększenia umięśnienia, a przez to i uatrakcyjnienia swojej sylwetki, a przy odrobinie szczęścia – zakosztowania także kulturystycznego splendoru.

Cel wspaniały i jak tu nie zabrać się z kopyta do roboty? I zabieramy się. Z czasem ten kulturystyczny kołowrotek – a może nawet kierat – zaczyna kręcić się na tyle uporządkowanie, że na dzień z treningiem czekamy nie tylko z utęsknieniem, ale i z niepokojem. Z niepokojem dlatego, że każde opuszczenie treningu, niezależnie od powodów, traktujemy jako osobistą niemal tragedię. Treningi stają się naszą obsesją, nałogiem, wyznacznikiem zdrowia, regulatorem samopoczucia, wręcz naszym życiem. W takiej sytuacji perspektywa opuszczenia choćby jednego, staje się dla nas nie do przyjęcia, nie mówiąc już o kilku z rzędu. Czy to dobrze? Na ogół tak, ponieważ tylko systematyczna i dobrze zaplanowana praca na treningach, może doprowadzić nas do celu, jaki sobie wyznaczyliśmy. Są jednak sytuacje, w których znacznie korzystniejsze dla naszych mięśni jest „odpuszczanie” sobie jednego, czy nawet kilku treningów. A oto kilka z nich, rzecz jasna najistotniejszych. Zmęczenie psychiczne W życiu, jak to w życiu, bywają dni dobre, bywają gorsze, a nawet całkiem złe. W te dobre rozpiera nas energia i chęć zdobywania świata, w gorsze czujemy się zmęczeni, przygnębieni, a czasami nawet podłamani. W dni złe jest jeszcze gorzej, wszystko nas męczy, nawet tak uwielbiane treningi. Wtedy, jeżeli tylko zdołamy odpowiednio zmotywować się do treningu, rozruszać oraz wystarczająco dobrze skoncentrować na wykonywanych ćwiczeniach, to trenujmy. Jeżeli zaś mamy z tym duże trudności, to taki trening lepiej odłożyć na lepszy dzień, bo nie będzie miał dużej wartości. Jeżeli organizm daje nam wyraźne sygnały, że na trening nie ma najmniejszej ochoty, to posłuchajmy go. Przeziębienie Zima wprawdzie za nami, ale kwiecień-plecień, wszystko może się zdażyć. A nikt nie lubi podłapać przeziębienia, lub nawet kataru. To nie pomaga, a nawet przeszkadza, a niekiedy wręcz uniemożliwia przeprowadzenie zaplanowanego treningu. Prawdziwy zapaleniec kulturystyki, jeżeli tylko temperatura jego ciała nie przekroczy 37,5°C, z treningu na ogół nie rezygnuje. Z bólem gardła, katarem, gorączką – ale ćwiczy. Doskonale wie, że przerwa w treningach to krok do tyłu. Krok, który później trzeba nadrabiać. Łyka więc garściami tabletki i ma nadzieję, że organizm jakoś sobie z chorobą poradzi, rzecz jasna bez potrzeby „leżakowania”. Jest to jakieś wyjście, ale czy dobre? Przeziębienie to rodzaj zakażenia dróg oddechowych, spowodowane atakiem drobnoustrojów chorobotwórczych (wirusy, bakterie). Towarzyszą mu takie objawy, jak: podwyższona temperatura, katar, ból gardła i głowy, czy nadmierne pocenie się. Oznacza to, że organizm z owymi drobnoustrojami walczy, walczy na śmierć i życie – ich śmierć, a nasze życie. Walka ta kosztuje go sporo sił, o czym świadczy często pojawiające się osłabienie. Jeżeli ma on możliwie szybko wygrać z chorobą, to musi mieć dużo siły. Gdy w trakcie przeziębienia będziemy trenować, to organizm zamiast „rzucić” wszystkie siły do walki z chorobą, dużą ich część będzie zmuszony poświęcić walce z ciężarem, a następnie procesowi regeneracji mięśni. Na pewno wydłuży to czas trwania choroby, a może nawet zaostrzyć jej przebieg i spowodować groźne powikłania. Sam trening w takiej sytuacji też nie przebiega tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Kiepskie samopoczucie, osłabienie, kichanie, prychanie i trzymanie się za chusteczkę higieniczną nie sprzyja tak potrzebnej na treningach koncentracji. Ogólne osłabienie uszczupla też nasze siły. Jaki jest więc sens, abyśmy wtedy trenowali. Według mnie nie ma żadnego. Jeżeli mamy podwyższoną temperaturę i wszystkie inne objawy przeziębienia, to najrozsądniejsze, co możemy zrobić, to zapewnić organizmowi jak najlepsze warunki do zwalczenia rozpoczynającej się choroby. Jedno- lub nawet kilkudniowa przerwa w treningach jest w pełni uzasadniona. Przemęczenie Doświadczeni kulturyści wiedzą, że podstawą rozwoju mięśni, jest intensywny trening. Wiedzą też, że nie można takich treningów ciągnąć w nieskończoność, bowiem z czasem mięśnie zbuntują się i przestaną się rozwijać. Z tego też względu, co pewien czas, dają mięśniom odpocząć. Jest to zgodne z zasadą, która mówi, że po okresie treningów o wysokiej intensywności, powinien nastąpić okres treningów o intensywności niskiej. W sytuacjach, gdy po kilkutygodniowym „katowaniu” się na treningach, odczuwamy w mięśniach duże zmęczenie, zaczynają nas boleć stawy i ogarnia nas duża niechęć do ćwiczeń, warto nawet okres treningów o intensywności niskiej poprzedzić 2 lub 3 dodatkowymi dniami wolnymi od ćwiczeń. Na pewno to naszym mięśniom nie zaszkodzi, a wręcz przeciwnie – może im tylko pomóc. Przetrenowanie Przetrenowanie to stan, w jaki wchodzą mięśnie w wyniku długotrwałego uniemożliwiania im pełnej regeneracji. Jego efektem może być zastój w rozwoju tkanki mięśniowej, a nawet jej redukcja, a w rezultacie ogólny spadek siły oraz masy mięśni. No cóż, niektórzy ćwiczący zapominają o tym, że im bardziej intensywne są treningi, tym czas przeznaczany na regenerację mięśni powinien być dłuższy i ponoszą przykre tego zapominalstwa konsekwencje. Jeżeli tylko zaobserwujemy u siebie takie objawy, jak: . problemy z zasypianiem . trudności z koncentracją w trakcie treningu . senność . rozdrażnienie . niechęć do treningu może to oznaczać, że nasze mięśnie wprowadziliśmy w stan przetrenowania. Jedyne na to lekarstwo, to dni wolne od treningów, z tym, że trzeba ich więcej niż przy profilaktyce. Nawet tygodniowa przerwa może okazać się zbyt krótka. Urazy i kontuzje Jeżeli trening ma przynieść rezultaty w postaci przyrostu masy mięśniowej i siły, to musimy na nim ciężko pracować. Praca ta zmusza nas często do balansowania na granicy ryzyka odniesienia kontuzji. To wyjątkowo cienka linia i tym łatwiej ją przekroczyć, im mniejsze doświadczenie treningowe ma ćwiczący. Urazy i kontuzje są mniej i mało groźne, są też bardziej i bardzo groźne. Przy pierwszych możemy z rozwagą trenować, Nie można jednak wykluczyć potrzeby konsultacji u ortopedy, ani krótkiej przerwy w treningach. Te drugie to istna zmora ćwiczących, ponieważ wymagają profesjonalnej terapii, zmuszając nas niekiedy nawet do wielotygodniowych przerw w treningach. Warto unikać jednych i drugich. Artykuł ukazał się w „Kulturystyce i Fitness” Nr 2/2003. © Copyright by Wydawnictwo KiF.

Komentarze: