Widzane pod mikroskopem

W szystko byłoby dobrze, gdyby entuzjazm do wanadu (wanadylu) był poprzedzony badaniami na ludziach, które to badania raz na zawsze określiłyby jego plusy i minusy. Tak jednak nie jest.Do roli sprawcy anabolicznego oddziaływania na muskulaturę wanad awansował dopiero niedawno. Był on i jest nadal takim samym mikroelementem jak magnez, cynk, miedź, selen itp., które stale istnieją w organizmie człowieka.

Ukazanie wanadu w nowej roli zaczęło się od stwierdzenia, że pierwiastek ten ma wyjątkową zdolność naśladowania insuliny, czyli tego akurat hormonu anabolicznego, który zajmuje trwałe miejsce w organizmie.Z czasem okazało się też, że wanad wzmaga mineralizację kości a także przyspiesza syntezę glikogenu, czyli czynnika, od którego zależy energia mięśniowa. Poza tym wanad, zgodnie ze swą anaboliczną właściwością – stymuluje mięśnie do wzrostu. To są te zasadnicze plusy, o których marzą wszyscy sportowcy.A teraz, z optymistycznego obłoku zejdźmy na ziemię. Otóż wciąż nie wiadomo na pewno, jakie dawki należy przyjmować, aby korzyść z oddziaływania wanadu była nie tylko najpełniejsza, ale również bezpieczna. Do dziś, mimo że wiele osób zażywa ten środek, prowadzone są badania tylko na zwierzętach laboratoryjnych. Nie każde z tych zwierząt przeżywa szczęśliwie eksperyment. Okazuje się, że pierwiastek podawany w dużych ilościach jest toksyczny i nierzadko prowadzi do śmierci. Testowane szczury miewają nieregularny oddech, biegunkę, paraliż tylnych kończyn a także niezborność ruchów. Przypuszcza się, że niekorzystne działania uboczne wynikają stąd, iż wanad gromadzi się głównie w nerkach, co ma niekorzystny wpływ na prawidłowe krążenie płynów ustrojowych.Naukowcy postarali się też o pewne analogie zdobyte w zakładach przemysłowych, gdzie nadmiernie ulatniają się związki wanadu. Stwierdzono, że ludzie, którzy poddani są nadmiernemu działaniu tego pierwiastka, cierpią na choroby układu krążenia, układu oddechowego, gruczołów nadnerczy oraz na zmiany w szpiku kostnym. Naturalnie zmiany chorobowe wynikają z przedawkowania o wyjątkowym nasileniu, co w przemyśle zdarza się dość często.Z drugiej jednak strony mówi się również o tym, że związki wanadu wzmagają syntezę tłuszczów (a nam się marzy synteza białek!) Do tak niekorzystnego procesu dochodzi niekoniecznie wtedy, gdy odżywiamy się kanapkami z boczkiem.

Synteza tłuszczów dokonuje się również za sprawą węglowodanów, szczególnie zaś wtedy, gdy spożywamy je w nadmiarze, albo gdy wanadowi towarzyszy „kuracja’ sterydowa.Niektórzy jednak twierdzą dla odmiany, że wanad ma pozytywny wpływ na organizm kulturysty, gdyż wyzwala dodatkową energię podczas treningu, przyspiesza proces regeneracji glikogenu w mięśniach i w wątrobie oraz dostarcza wzmocnioną dawkę azotu do krwi, co z kolei pobudza wzrost trenowanych mięśni.Za tymi korzystnymi sygnałami wciąż jednak podążają obawy o ewentualne skutki uboczne. Z badań laboratoryjnych dochodzi informacja, że ten sam niby to doskonały wanad podawany w nadmiernych ilościach inicjuje procesy utleniania w organizmie, a więc wykonuje ‚robotę” odwrotną w stosunku do tego, co czyni tokoferol (witamina E), kwas askorbinowy (witamina C), beta karoten, selen i magnez – klasyczne antyutleniacze, utrzymujące organy w dobrej formie.Jakie są te „nadmierne ilości’? Specjaliści p r z y p u s z c z a j ą , że granicą względnego bezpieczeństwa jest 100 mcg dziennie, jeżeli wanad przyjmowany bywa nieregularnie oraz 50 mcg dziennie, gdy bierze się go systematycznie.

Jedno jest pewne: jeżeli już ktokolwiek decyduje się na zażywanie wanadu, powinien co trzy miesiące zgłaszać się do laboratorium i poddawać się testom na badanie krwi. Gdy okaże się, że wanad odkłada się we krwi, w wątrobie czy w nerkach, należy zrezygnować z tego suplementu. Warto już tylko dodać, że najlepszą tolerancję tego pierwiastka zaobserwowano u kulturystów „bardziej okrągłych” z natury, niż u szczupłych czy żylastych.

Artykuł ukazał się w „Kulturystyce i Fitness” Nr 4/1997. © Copyright by Wydawnictwo KiF.

Komentarze: