Krzysztof Tur

Idzie lato. Przed nami ostatnie chwile na poprawienie sylwetki. Jak wiadomo, nogi to, oprócz brzucha, najmniej ćwiczona grupa mięśni. O ile panie zdają się przykładać do swojej linii nóg należytą uwagę, to panowie najchętniej przed przyjściem do siłowni zostawialiby je w domu. Wiadomo przecież, że trening nóg jest bardzo męczący, po co więc tracić energię na coś, od czego koszulka się nie uwypukla, a rękawy nie pękają? Nogi i tak pozostają zwykle w cieniu spodni.Otóż, moi drodzy, są co najmniej dwa ważne powody przemawiające za przyłożeniem się do treningu nóg. Pierwszy z nich wiąże się z estetyką sylwetki. Patrzysz w lustro i widzisz kulturystę „na zapałkach”. Twoje uda i łydki przy rozbudowanej „górze” wyglądają nader śmiesznie. A byłoby dobrze nie wzbudzać sobą pretekstu do głupawych uśmiechów ze strony przypadkowych widzów.Drugi powód jest poważniejszy. Uda są potężnymi mięśniami. Ćwiczenia na tę grupę usytuowane są zazwyczaj w programach treningowych tak, aby przedzielały one trening na górne partie mięśni. Kiedy „góra” odpoczywa, to i tak z racji ćwiczenia nóg – utrzymuje się podwyższona przemiana materii w organizmie. Ponadto wszyscy amatorzy wielkiej klatki piersiowej muszą wiedzieć, że przysiady, które są koronnym ćwiczeniem na nogi, wpływają zarazem pozytywnie na objętość klatki. Dziwne? Z pozoru tak, ale przecież podczas przysiadu robimy zawsze głęboki wdech, powodując tym samym intensywne rozciąganie się mięśni oddechowych, usytuowanych pomiędzy żebrami i łączących je. W trakcie przysiadu mięśnie oddechowe wypychając od środka mięśnie piersiowe, nadają im pełniejszy kształt.I jeszcze jeden, niemniej ważny fakt: Nogi unoszą całą górną część ciała. Jest to oczywiste. „Pakujemy” klatkę, barki, biceps, triceps i grzbiet – masa rośnie a siła wraz z nią. Tymczasem nasze biedne, nigdy nie ćwiczone nogi, mają coraz większy ciężar do przenoszenia, męczą się zatem coraz bardziej, mimo ogólnie niezłej kondycji. Od siebie dodam jeszcze jedno. Mianowicie już w pierwszych tygodniach moich treningów zorientowałem się, że o ile w wyciskaniu na ławce poziomej zbyt wielkich szans na zabłyśnięcie nie mam, to w przysiadach owszem, chociażby z tego względu, że nikt ich nie ćwiczy.Robiłem zatem raz przysiady ze sztangą, drugi raz ćwiczenia na suwnicy, do której zapałałem wręcz miłością. Dzisiaj dziwię się, że moje kolana wytrzymały te wyczyny godne miana eksperymentu, ale jakoś poszło. Po roku na ławce poziomej poprawiłem się na tyle, że mogłem robić serie na w miarę przyzwoitym ciężarze. Natomiast na suwnicy „dojechałem” do… pięćsetki. Osobiście nie polecam aż tak mozolnego tyrania, ale nie sam wynik jest ważny. Istotne jest, abyście ćwiczyli nogi, bo mogą być one niewiarygodnie silne, a cóż może bardziej cieszyć, niż walka z większymi ciężarami i świadomość, że sto kilo na ławce to może jeszcze za dużo, ale granica ta padła akurat w przysiadzie i to się bardzo liczy. Zmagazynujcie zatem trochę energii na przysiady, a nogi odwdzięczą się wam zarówno siłą jak i lepszym wyglądem. A swoją drogą, lato wraz ze słonecznymi plażami coraz bliżej!

Artykuł ukazał się w „Kulturystyce i Fitness” Nr 4/1997. © Copyright by Wydawnictwo KiF.

Komentarze: