W dwudziesty pierwszy wiek kulturystyka (fitness też) wkroczyła z otwartą przyłbicą i dumnie uniesioną głową. Chlubną czołówkę tych wspaniałych sportów stanowią głównie: w kulturystyce: Monika Biernacka, Joanna Krupa, Ewa Kryńska, Halina Kunicka, Daria Piznal, Paweł Brzózka, Piotr Głuchowski, Dariusz Karpiński, Andrzej Maszewski, Hubert Olborski, Radosław Słodkiewicz, Mariusz Strzeliński, Bogdan Szczotka, a w fitnes: Elżbieta Borecka, Agata Berndt, Katarzyna Kaliszewska, Aleksandra Kobielak, Kamila Porczyk, Agnieszka Szwankowska, Joanna Zapolska.

W dobrze przygotowanym zapleczu obu dyscyplin, są dziesiątki (jeżeli nie setki) wspaniale wytrenowanych młodych ludzi, gotowych stanąć w szranki rywalizujących o prymat na szczeblu klubu, osiedla, miasta, regionu itd.

Trenujemy w coraz liczniejszych i lepiej wyposażonych klubach kulturystycznych i fitness, trenujemy też – z różnych zresztą powodów – we własnych domach (mieszkaniach). Wśród tych ostatnich są tacy, którzy mają pełen komfort miejsca, sprzętu i zaplecza z odnową biologiczną włącznie; są też dysponujący zaledwie kilkoma metrami kwadratowymi przestrzeni, sztangą (koniecznie ze stojakami), sztangielkami, zaimprowizowanym drążkiem, ławką uniwersalną i prysznicem. Nie zawadziłoby też możliwie duże lustro. Nie komfort jednak (a może na szczęście) decyduje o tym, co osiągniemy, ale entuzjazm, zaangażowanie i jasno wytknięty cel.

Przewagą treningów w klubie nad treningami w domu – jest wyrażający się na szczęście tylko zdrową rywalizacją – doping. Czy tego chcemy, czy też nie, wszędzie tam, gdzie jest więcej niż jedna osoba, występuje rywalizacja. Zjawisko z niewielkimi – chciałoby się powiedzieć kulturystycznymi – wyjątkami pozytywne. Owe wyjątki to naśladownictwo. Ale dotyczy to głównie neofitów.

W tym materiale, a obejmie on niczym rok szkolny okres od września do czerwca, zajmiemy się tylko trenującymi – jak wynika z tytułu – w warunkach domowych, i to przy wyposażeniu – delikatnie mówiąc – mocno ograniczonym.

Jedno w treningach w zaciszu domowym jest pocieszające, a mianowicie to, że dla wielu (bardzo wielu) trenujących, nawet tych z pierwszych stron czasopism kulturystycznych, podstawą sukcesów były i są treningi z wykorzystaniem wolnych ciężarów, czyli sztangi i sztangielek. A to przecież mamy. Dobrze jednak będzie, jeżeli ten kulturystyczny arsenalik będzie poparty przemyślanymi do szczegółów planami treningowymi, i to na każdym z etapów treningowych, a także pozytywnym uporem w konsekwentnym ich realizowaniu.

Aby całkowicie nie rezygnować ze wspomnianej już rywalizacji, nie zawadzi – tam, gdzie jest to tylko możliwe – organizować treningi w dwie, a nawet więcej osób. To – jak zostało powiedziane wyżej – zobowiązuje i mobilizuje.

Wszystko to, wsparte dobrze rozumianą ambicją, może służyć również do wejścia w świat wyczynu. Adresowane jest jednak głównie do uprawiających kulturystykę rekreacyjnie.

Najlepszym przykładem wyjścia z domowych warunków treningowych i wejścia w świat wielkiej kulturystyki, jest Mariusz Strzeliński.

Wierzymy, że każde powiększenie „parku treningowego” i zaplecza sanitarnego, czego wszystkim serdecznie życzymy, znacznie ułatwi przeprowadzanie treningów i ułatwi „przyspieszenie” regeneracji.

Opracowującym ramowe plany treningowe na kolejne miesiące i prezentującym prawidłowe ich wykonywanie, będzie przedstawiony niżej Bogdan Szczotka.

Ramowość planów treningowych polega na tym, że każdy z trenujących może je utrudnić o tyle, o ile jego przygotowanie treningowe jest wyższe od średniego, a także ułatwić o tyle, o ile jego przygotowanie jest niższe od średniego.

Artykuł ukazał się w „Kulturystyce i Fitness” Nr 3/2002. © Copyright by Wydawnictwo KiF.

Komentarze: