Doktor Wyrostek radzi

Najtańsza kuracja

Wszystkim, którzy już odzwyczają się od drogiego Voltarenu, stosowanego po urazie, i zakupią lek znacznie tańszy – Ketonal Forte podpowiadam, aby uzupełnili kurację o coś dodatkowego. Otóż aby zabezpieczyć się przed działaniem ubocznym, które nie musi zaistnieć, ale może, bo każdy lek przeciwzapalny jest zaopatrzony w takie „żądło”, które nie najlepiej wpływa na inne narządy – dobrze jest brać jednocześnie Zinaxin. Zinaxin likwiduje działanie uboczne leków przeciwzapalnych, ponieważ w jego składzie znajduje się czynnik ochraniający śluzówkę. Jest to preparat, który ma powolne działanie, nie funkcjonuje więc jak przysłowiowa tabletka od bólu głowy, ale odbudowuje nam zniszczoną chrząstkę, a to liczy się najbardziej.

Żurawiny na bakterie

Od dawna już medycyna ludowa znała dobroczynne działanie żurawin na choroby pęcherza. Kłopot polegał tylko na tym, że ludzie mieli ograniczony dostęp do surowca, bo – jak na złość – nie chciał wyrosnąć w zimie, czyli akurat wtedy, gdy najczęściej się choruje.

I oto żurawiny wzięli na swój warsztat naukowcy amerykańscy. Co się okazało? Otóż bardzo wiele. Ekstrakt z żurawin działa prawie jak antybiotyk, tyle że nie niszczy komórek, które powinny być zachowane. Pod wpływem ekstraktu są niszczone szczepy gronkowca złocistego, salmonelli oraz coli, a także pewne rodzaje grzybów atakujących organizm. I wreszcie kolejne odkrycie: Otóż na uniwersytecie w Tel Awiwie ustalono, że ekstrakt z żurawin znakomicie wpływa na poprawę stanu chorych na owrzodzenia żołądka, ponieważ niszczy bakterie Helicobacter Pylori (pisałem o niej bodajże dwa lata temu w „Kulturystyce i Fitness”), które – jak to niedawno stwierdzono – są odpowiedzialne właśnie za wrzody na żołądku.

Zanim jednak pójdziemy do lasu na żurawiny, proponuję udać się do apteki, a jeszcze lepiej do sklepu zielarskiego i kupić ekstrakt soku z żurawin, który kosztuje 25 lub 64 złote za 30 lub 100 kapsułek. Preparat nosi nazwę Vitabutin, został wyprodukowany w Danii, a dwie kapsułki mają wartość około 35 deka świeżych owoców.

Tabletki energii

Jeżeli dużo ćwiczymy, suplementacja jest konieczna. Nie jest to żadne odkrycie, bo wszyscy wiemy, że sam chleb ze smalcem nie wystarczy do poprawy wyników, ale dobrze jest od czasu do czasu przypomnieć, że podczas treningu elektrolity „wyciekają” z nas i nieprędko rodzą się znowu. Dlatego też witaminy i minerały syntetyczne mają za zadanie przyspieszenie odbudowy tego, co utraciliśmy. Ukazały się dość tanie (7 zł) tabletki musujące pod nazwą Isosport o smaku morelowym. Warto popróbować, tym bardziej, że wystarczy jedna tabletka dziennie, aby energia utracona na treningu znów do nas powróciła.

Kontuzje do wyleczenia

Znamy wiele „smarowideł”, które stosujemy lub stosowaliśmy, gdy przytrafiła nam się kontuzja. Do najbardziej popularnych należą takie „smary”, jak: Voltaren, Reparil, Hemaetoven, Profenid, Traumeel. Jednym pomogły, innym nie. Proponuję łaskawszym okiem spojrzeć na Fastum. Kosztuje 16 złotych, a w Polsce został wprowadzony bodajże w 1996 roku. Najpierw testowano go na sportowcach, nawet był przez jakiś czas rozdawany za darmo przez pracowników apteki sportowej przy AWF w celu konsultacji w jak najszerszym gronie, potem został wprowadzony do powszechnego użytku.

Okazało się, że – jak twierdzą pokrzywdzeni przez los – Fastum najdoskonalej leczy stany zapalne i regeneruje uszkodzone ścięgna oraz stawy. Chemicznie jest to ketoprofenum, a więc jedna z odmian niesterydowych leków przeciwzapalnych, wytwarzana we Włoszech, a następnie zaadaptowana przez farmaceutyczną spółkę niemiecką, aby w końcu trafić do Polski.

Ketoprofen w drażetkach jest znany w Polsce pod nazwą Ketonal lub Ketonal Forte. Jest to najtańszy lek przeciwzapalny, bo kosztuje zaledwie 2,50 zł, a jego skuteczność jest porównywalna ze wszystkimi innymi lekami przeciwzapalnymi. Niektórzy użytkownicy twierdzą nawet, że ten tani lek przerasta skutecznością wszystkie inne. Oczywiście w sytuacjach podbramkowych stosujemy najpierw Fastum żel przez 5-7 dni (nigdy dłużej!), a dopiero gdyby okazało się, że trzeba zadziałać mocniej, stosujemy drażetki, znowu nie dłużej niż 4-5 dni.

Należy tylko pamiętać, aby smarowanej kończyny nie wystawiać na słońce, bo będziemy mieli kłopoty natury alergicznej. Poza tym w zasadzie nie ma żadnych przeciwwskazań dla sportowców.

Roślinny „koks”

W sklepach ukazało się już ziarno amarantusa, jest ponadto ziarno sezamu. Niedrogie to, ale godne polecenia. Pamiętajmy, że niektóre nasiona mają właściwości podobne do właściwości syntetycznych sterydów anabolicznych, a ponieważ moc tych nasion jest naturalna, toteż warto wzmacniać się raczej tą drogą, a nie sztucznie. Już w starożytnej Grecji nasiona te wykorzystywali zawodnicy do poprawienia siły i historia podaje, że ze znakomitym rezultatem.

Aby konsumpcja amarantusa i sezamu spełniła swoje suplementacyjne zadanie, należy upakować kilka łyżeczek nasion w ustach i trzymać je tam kilkanaście minut. Niech wchłanianie potrzebnych składników odbywa się bez pośrednictwa wątroby, która jednak w niebagatelnym procencie może osłabić ich siłę. Jeżeli powtórzymy ten „zabieg” kilkanaście razy w ciągu dnia, nasze działania mogą skutkować po pewnym czasie całkiem przyzwoitym sukcesem w postaci zwiększenia masy i siły. Pamiętajmy jednak o tym, że pod językiem mamy splot bardzo wrażliwych naczyń krwionośnych, które wchłaniają wszystkie najlepsze składniki do organizmu (zasadę taką stosuje się cały czas niezmiennie w homeoterapii i jest to najlepszym dowodem na taki właśnie sposób przyswajania suplementów).

Funkcję hormonalnych środków roślinnych pełnią też orzechy, oliwki, mango i avocado.

Odtruwanie organizmu

Jeżeli przytrafia nam się dzień z niestrawnością, bo przedobrzyliśmy z jedzeniem, to łykanie w tym czasie witamin i innych suplementów mija się z celem. Niestrawność to rodzaj strajku takich organów, jak żołądek, drogi żółciowe i wątroba. Trzeba pozbyć się jak najszybciej tego przypadku, a można to zrobić między innymi za pomocą wyciągu z karczocha, o nazwie Cynacholin. Kosztuje 9 złotych i ma odtruwający wpływ na organizm. Obniża poziom tłuszczów i cholesterolu we krwi, udrożnia drogi żółciowe i działa ochronnie na miąższ wątroby. Jeżeli zatem stosujemy duży zestaw suplementów, to dobrze jest zabezpieczyć się w preparaty zabezpieczające prawidłowość trawienia, aby przynajmniej te suplementy wchłonęły się jak należy.

Zwiększyć „przepustowość”

Przypominam o konieczności utrwalenia w sobie nawyku picia zielonej herbaty przy posiłkach i nie tylko wtedy. Tradycyjna herbata smakuje być może bardziej, ale – zdrowie przede wszystkim! Stosując różnego rodzaju suplementację (i to nie tylko tę zakazaną przez Komisję Antydopingową) musimy mieć na uwadze fakt, że jakieś proszki, płyny lub pigułki wchłaniają się z oporami. Niekoniecznie wszystkie, wystarczy, że „opory” będzie miał jeden z suplementów, a to z kolei skutkuje zaburzeniami ze strony żołądka, wątroby lub nerek. O ile wątroba i żołądek dają o sobie znać dość wcześnie, pozwalając nam zareagować tak, jak przystało wiernemu Czytelnikowi „Kulturystyki i Fitness”, to nerki pełnią w organizmie funkcję „cichociemnych”. Ujawniają się dopiero po zakończonej batalii z wrogiem. „Wróg” może zostać pokonany, ale wcale nie musi i wtedy na przykład tworzą się kamienie jako wyraz przegranej walki. Kamienie z kolei doprowadzają do stanów zapalnych w całym układzie moczowym, czego na pewno nie da się wyleczyć w trybie przyspieszonym. Aby więc zapobiegać powstawaniu kamieni, radzę pić regularnie herbatę zieloną (liściastą), która rozpuszcza wszelkie świństwo i tym samym zabezpiecza nas chociażby przed zapaleniem gruczołu krokowego. Aby powiększyć efekt detoksykacyjny, warto stosować Iskial (24 zł) przez 30 dni, a po takiej samej przerwie zrobić powtórkę.

Dla jasności dodam, że „zatory” w drogach moczowych nie biorą się tylko z powodu zażywania suplementów. Ze zwykłej diety również. W ogóle dieta decyduje o naszym zdrowiu lub chorobie, ale trzeba jednak wiedzieć, jak sobie radzić, zanim wpadniemy w kłopoty.

Lek „na urodę”

Lat nam nie odejmie, ale na pewno poprawi wygląd skóry. Bio-Pycnogenol był już od kilku lat reklamowany przez amerykańskie magazyny kulturystyczne. U nas jeszcze do niedawna nikt go nie widział, ale w końcu dotarł. Pycnogenol to preparat, który pomaga sfatygowanej wiekiem skórze nabrać wiosennego wyglądu, jako że wytwarza kolagen, który z latami zanika. Nie jest to syntetyk wytworzony „z niczego” w laboratorium jakiegoś alchemika, ale preparat roślinny, będący ekstraktem ze śródziemnomorskiej odmiany sosny. Sprzedawany jest w postaci tabletek, niestety za 62 złote. Tyle kosztuje kuracja miesięczna.

Reprezentacyjna grzywa

Włosy, dzisiaj nie tak modne jak ćwierć wieku temu, przynajmniej u męskiej części narodu, ale kobietom zawsze służyły i służą jak najlepiej. I dlatego ta propozycja zainteresuje raczej kobiety. Otóż witaminą, która pomaga włosom w ich nieograniczonym rozwoju, jest biotyna. Czegoś takiego nie było u nas w sprzedaży jeszcze 10 lat temu, więc korzystajmy z okazji, by za 7 złotych pomóc sobie w zachowaniu jak najlepszego wyglądu fryzury. Biotyna ma dobroczynny wpływ nie tylko na włosy, ale również na paznokcie i skórę. Zmęczona i zwiotczała twarz robi się o wiele ładniejsza i jędrniejsza dzięki zażywaniu biotyny. Zwężają się też przy okazji rozszerzone pory skórne. Dwa miesiące takiej kuracji da przyjemny efekt, a ponieważ w jednym opakowaniu znajduje się 50 pastylek do ssania, więc za niewielkie pieniądze mamy wiele korzyści.

Jeszcze raz ból

Na ostre kontuzje stosujemy zazwyczaj takie „smarowidła”, jak Reparil lub Voltaren. Ponieważ są to leki ze znanych firm farmaceutycznych, więc sporo kosztują. Proponuję zapoznać się z działaniem krajowego preparatu pod nazwą Naproksen – żel 10% (bo jest również 2%). Kosztuje tylko 6 złotych, a stosuje się go przy bólach mięśni i stawów o różnej etiologii. W leku tym znajduje się mentol, który daje niemal natychmiastowe uczucie ulgi.

Człowieku, wyluzuj się!

Jeżeli ktoś jeszcze nie wie, to podpowiadam, że utrzymująca się agresja jest rodzajem stresu. Tak samo, jak utrzymujący się lęk. Na skutek stresu w organizmie uwalniają się czynniki, które hamują anabolizm, nasilając procesy kataboliczne. W praktyce wygląda to tak, że osobnik zażywający sterydy, znajduje się w fazie anabolicznej, ale jeżeli jest człowiekiem niezbyt zrównoważonym psychicznie, nasila się u niego agresja, która z kolei wyzwala fazę kataboliczną. Krótko mówiąc: organizm głupieje! Wyjścia są dwa: albo rzucić w diabły sterydy, albo zrobić wszystko, aby tylko nie złościć się. To teoria, bo zapaleniec sterydów nie rzuci przynajmniej do momentu aż poczuje gwałtowne kłucia serca. Tak zwykle kończy się ten proces „ogłupiania” organizmu. Osoby agresywne nie powinny brać sterydów anabolicznych, bo wytwarzają się u nich nagle procesy działające przeciwstawnie na siebie. O ile katabolizm i anabolizm są czymś normalnym w organizmie żywym, o tyle sztuczne nasilanie się obu tych procesów prowadzi do zwyrodnienia mięśnia sercowego, co nie rokuje najlepszym zdrowiem.

Na wszelki wypadek radzę wypróbować preparat pod nazwą Lupulina. Jest to wyciąg z szyszek chmielu i ma działanie uspokajające. Po kilkunastu dniach nasz próg reakcji na bodźce wyraźnie się obniży, dzięki czemu przestaniemy reagować agresją na wiele dotychczasowych „prowokacji”.

Preparat kosztuje 10 złotych, można go kupić w aptekach „Herbapolu”.

Nic na słodko

Może się zdarzyć, że zachorujemy, albo że zachorują nasze dzieci. Jeżeli tak będzie, to nauczmy się na pamięć, że podczas choroby nie wolno spożywać słodyczy, bo tym samym przedłużamy proces powrotu do zdrowia. Badania pokazują, że cukier opóźnia odnowę organizmu. Nawet czekolada, która jest wskazana w innych wypadkach, powinna być odłożona na lepsze czasy.

Coś na wiosenne wirusy

Chyba wiosną przytrafia się najwięcej przypadków opryszczki, która pokrywa nasze policzki, nos, wargi. Niektóre osoby reagują alergicznie na wiatr, a właśnie wiosną wieje najmocniej. Polecam maść o nazwie Meliherp. Kupujemy ją w „Herbapolu” za 5 złotych. Osoby szczególnie wrażliwe powinny mieć to pod ręką, bo szybkie zastosowanie leku zaraz po pierwszych objawach opryszczki pozwala na likwidację przykrej dolegliwości w zarodku. Wszyscy, którym zdarzyło się zachorować na półpasiec, powinni Meliherp mieć obowiązkowo w domowej apteczce. Szybkie posmarowanie twarzy całkowicie hamuje tę chorobę.

Artykuł ukazał się w „Kulturystyce i Fitness” Nr 2/2002. © Copyright by Wydawnictwo KiF.

Komentarze: