Pośród listów, jakie na co dzień przychodzą do Medsportu, znajdują się coraz częściej takie, których ton brzmi dramatycznie. No cóż? Przeważnie chodzi o pieniądze. Powiedzmy sobie szczerze: kulturystyka jest sportem drogim, gdyż drogi jest program żywienia i suplementacji, a to w głównej mierze decyduje o wynikach. Fragment jednego z tych listów pozwolę sobie zacytować:”Uprawiam od kilku lat kulturystykę. Wyniki mam znacznie gorsze od moich kolegów, ale oni koksują. Ja nie chcę, bo boję się o zdrowie. Chciałbym jednak, podobnie jak oni, odnosić sukcesy. Wiem, że istnieją tzw. środki alternatywne. Ostatnio dużą popularnością cieszy się kreatyna. Wszyscy mówią, że kreatyna (zwłaszcza ta w proszku) jest jedynym alternatywnym środkiem dla sterydów. Mało kto jednak z moich kolegów-koksiarzy ją stosuje, bo kuracja nią wychodzi drogo, dużo drożej niż zwykłym „mietkiem”. Na taką kurację mnie nie stać. Skoro kreatyna jest tak skuteczna, jak się wokół słyszy, to może istnieje też jakaś alternatywa dla kreatyny?”Po przeczytaniu listu już nie po raz pierwszy zdałem sobie sprawę ze skali problemu. Podobne dylematy dręczą wielu młodych kulturystów. Ponieważ jednak problemy takie zawsze inspirują mnie do pracy twórczej, przerzuciłem stos prac i książek z zakresu farmakologii, toksykologii i biochemii. Dopiero w starych podręcznikach akademickich trafiłem na coś naprawdę niezwykłego i wydaje mi się, że istnieje alternatywa dla drogiej kreatyny.

Ratunek przed koksem…Zanim jednak przejdę do jej przedstawienia, muszę mimo wszystko podkreślić, że kreatyna jest naprawdę skuteczna i jeżeli tylko nas na nią stać, to należy ją stosować. Istnieją bowiem badania wskazujące na wyższą jej siłę anaboliczną od niektórych sterydów. Spróbujmy więc jeszcze raz skalkulować cenę kuracji kreatynowej. Niektóre firmy, np. Sports One, oferują preparaty kreatyny bardzo wysokiej jakości po konkurencyjnej cenie. Może więc opłacałoby się zrezygnować z innych wydatków, jak chociażby dyskoteka, papierosy lub piwo właśnie na rzecz kreatyny?Jeżeli mimo wszystko nie dysponujecie odpowiednim zapleczem finansowym, mam dla was jeszcze inną propozycję. Na kreatynę jako potencjalny anabolik medycyna zwróciła uwagę już w latach czterdziestych naszego stulecia. Wtedy stosowano ją dla poprawienia masy i siły mięśni w wielu chorobach mięśniowych, po zabiegach chirurgicznych i w zespołach wyniszczenia. Brak odpowiedniej technologii produkcji powodował, że była ona lekiem bardzo drogim i trudno dostępnym. Tak więc już w tamtych latach poszukiwano dla niej skutecznej alternatywy.

Kreatyna, czyli GlicynaOkazało się, że substancja, która niesie identyczny efekt terapeutyczny jak kreatyna, to glikokol czyli GLICYNA. Glicyna była substancją znacznie tańszą od kreatyny, jednak problemem okazała się mała dostępność jej na rynku. Nie interesował się nią przemysł farmaceutyczny, prawdopodobnie z uwagi na małe zapotrzebowanie i kłopotliwą procedurę patentową. Tak więc stosowanie glicyny jako substancji poprawiającej stan mięśni nigdy nie wyszło poza obszar medycyny doświadczalnej. Potrzebna była alternatywa, preparat, który łatwo byłoby stosować zarówno w szpitalu jak i w domu. Powszechnym produktem rynkowym o największej zawartości glicyny jest do dziś… ŻELATYNA! W stu gramach żelatyny znajduje się aż 25 gramów glicyny.Próbowano więc zamiast glicyny stosować żelatynę. Skutek takiej kuracji w niczym nie ustępował podaży glicyny, ba, zdawał się nawet go przewyższać. Wszystko to „trzymało się kupy”. Aby glicyna mogła przekształcić się w kreatynę, potrzebuje dodatkowo argininy i metioniny. Żelatyna jest również bogatym źródłem tych aminokwasów. Argininy jest tu trzy razy więcej, a metioniny półtora raza więcej niż w piersi kurczaka. Mało kto wie też, że żelatyna to hydrolizat białka, a więc taka postać, z której aminokwasy błyskawicznie dostają się do krwiobiegu. Wydaje się zatem, iż w żelatynie możemy upatrywać poważnego kandydata na „dublera” kreatyny.

Jak stosować żelatynę?Schemat postępowania powinien być podobny jak przy dawkowaniu kreatyny. Przez 5-7 dni spożywacie po 25 gramów żelatyny, cztery razy dziennie, zawsze około 25 minut przed posiłkiem. Pamiętajcie przy tym, aby ostatnie dwie porcje wypadały po treningu. W ten sposób dostarczycie waszym mięśniom około 25 gramów glicyny i będzie to faza nasycenia. Po tym czasie nastąpi faza podtrzymania. Wtedy przyjmujecie już tylko 25 gramów żelatyny (połowa przeciętnej torebeczki) najlepiej bezpośrednio po treningu. Takim sposobem zaopatrzycie organizm każdego dnia w 6-7-gramową dawkę glicyny. Po 2-3 tygodniach należy powtórzyć cykl. Natomiast po 3-4 cyklach nasycenia trzeba przerwać „kurację” na 2-3 tygodnie. Po przerwie można ją kontynuować według identycznego schematu.Żelatynę możecie po prostu wsypywać bezpośrednio do ust i popijać wodą lub sokiem. Możecie również rozpuszczać ją wcześniej z sokiem, dzięki czemu otrzymacie coś w rodzaju popularnej galaretki. Warto zapamiętać, że odżywki wysokobiałkowe oparte są na izolatach sojowych (np. Sojavit lub Provit firmy Olimp), które z uwagi na zawarte w nich izoflawony (o tych związkach napiszemy obszernie w jednym z najbliższych numerów) mogą nasilać tworzenie i zatrzymywanie w mięśniach kreatyny. Odżywki takie zazwyczaj są bardzo tanie.W trakcie wspomagania żelatyną warto wzbogacić dietę w 30-40-gramową porcję białek sojowych dziennie, dzięki czemu efekt wspomagania będzie pełniejszy.

Inne, kombinowane rozwiązaniaTym, którzy mogą „zrujnować się” choćby na małe opakowanie kreatyny można polecić kompilacyjne warianty wspomagania. Wtedy to nasycenie prowadzimy kreatyną, a podtrzymywanie żelatyną. Można również spróbować odwrotnie – nasycać żelatyną, a podtrzymywać kreatyną. Ten drugi wariant, po uwzględnieniu cech metabolicznych komórki mięśniowej, wydaje się bardziej trafiony.Ostatnie słowa kieruję do mojego korespondenta i jego kolegów. Jeżeli nie stać Was na kreatynę, spróbujcie żelatyny, porzućcie jednak myśl o sterydach!Sławomir Ambroziak

Artykuł ukazał się w „Kulturystyce i Fitness” Nr 10/1997. © Copyright by Wydawnictwo KiF.

Komentarze: