Już od dość długiego czasu  na salach treningowych klubów kulturystycznych niezwykle popularne są  wysokointensywne metody treningowe, w których wiodącą rolę odgrywa wielkość użytego do ćwiczeń ciężaru. Przyjęło się, że ciężar ten musi być duży, bo tylko taki ciężar jest gwarantem szybkiego rozwoju mięśni.

Treningi na dużych ciężarach mają niewątpliwie kilka istotnych zalet, do których można zaliczyć dużą siłę bodźców wynikającą z podnoszenia i opuszczania dużego ciężaru  (mocna stymulacja mięśni do rozwoju) oraz angażowanie do pracy włókien białych, które w odróżnieniu od włókien czerwonych bardzo chętnie zwiększają swoją masę.  Ale czy jest to jedyny skuteczny sposób na rozbudowę mięśni? Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie zajrzyjmy w głąb mięśnia.

Kilka słów o strukturze mięśnia

Każdy mięsień jest zbudowany z włókien mięśniowych. Naukowcy rozróżniają 7 rodzajów tych włókien, ale dla potrzeb tego artykułu weźmiemy pod uwagę  tylko  włókna białe, nazywane także włóknamiszybkokurczącymi i włókna czerwone, nazywane także włóknami wolnokurczacymi.

Włókna czerwona (wolnokurczące) to włókna odporne na zmęczenie, wskutek czego z jednej strony niezbyt łatwo doprowadzić  je do stanu dużego zmęczenia (wyczerpania), a z drugiej –   pobudzić do rozwoju. Z natury swej nie wykazują one większej ochoty do powiększania się. Jedynym sposobem zmuszenia włókien czerwonych do rozwoju jest duża liczba powtórzeń w seriach i trening rozbudowany objętościowo.

Każdy mięsień zawiera zarówno włókna białe, jak i czerwone, z tym, że w zależności od mięśnia proporcje między tymi włóknami są różne, a na dodatek ich ilości mogą być nieco inne u różnych osób. Na przykład, mięsień płaszczkowaty potrafi zawierać ponad 90% włókien czerwonych, natomiast triceps tylko około 40%.  Jaki to ma wpływ na rozwój mięśni?

Otóż znaczący, gdyż w zależności od „składu” grupy mięśniowej należy dobierać dominujący sposób treningu na tę grupę (wielkość ciężaru użytego do ćwiczeń i związana z nim liczba powtórzeń w seriach).

Więcej na ten temat w KiF nr 11/2014

Komentarze: